Nasz pierwszy agent AI nie był pracownikiem. Był bardzo pewnym stażystą
Miał zarządzać zadaniami, pamiętać historię i dowozić wynik. Najpierw musieliśmy nauczyć go, kiedy powiedzieć: nie wiem.
Na początku plan był kusząco prosty: podajemy cel, agent dobiera narzędzia i wraca z gotowym wynikiem. W praktyce szybko odkryliśmy, że „samodzielny” nie oznacza „odpowiedzialny”.
Co poszło nie tak
Pierwsze próby produkowały dużo aktywności, ale za mało dowodów. Plan wyglądał profesjonalnie, testy bywały symboliczne, a status „gotowe” pojawiał się przed obejrzeniem rezultatu.
Zmiana, która zrobiła różnicę
Wprowadziliśmy kontrakt misji: rezultat, kryteria odbioru, granice działania i dowody. Agent nadal może wykonywać wiele kroków, ale nie może pomylić stworzonego pliku z działającym produktem.
Najważniejszą umiejętnością agenta nie jest generowanie. Jest nią uczciwe rozpoznanie, czego jeszcze nie sprawdził.
Wynik
Dziś każdy większy projekt ma zapisany stan, mierzalne bramki i właściciela rezultatu. To mniej efektowne niż „armia agentów”, ale znacznie skuteczniejsze.